środa, 26 czerwca 2013

Hej!  
Nie wiem, czy ktokolwiek tu jeszcze jest. Szczerze w to wątpię, ale obiecałam, że jeśli założę nowego bloga to podam Wam linka, więc...

http://takeachanceforlove.bloblo.pl/

+ blog z nietypowymi imaginami, które postanowiłam pisać razem z przyjaciółką- http://welikeacookies.blogspot.com/

poniedziałek, 18 marca 2013

Hej kochani!

Wpadam tu tylko na chwilę, z informacją, że ten blog... No po prostu kończę to.
Nie pasuję tu, to nie ma sensu. Przepraszam, jeśli Was zawiodłam. No i... Dziękuję.
Za wszystko.

Pozdrawiam, KeepCalmAndLoveFiveIdiots <3

środa, 6 marca 2013

4.

W myślach zrobiłam szybką kalkulację ewentualnych korzyści i strat. Bilans był dość pokaźny i chociaż przeważały minusy, to jednak był jeden powód, który najbardziej do mnie trafiał – przemożna chęć spędzenia więcej niż godzinę w towarzystwie największej miłości mojego dotychczasowego życia. I tyle.
Nic więcej.
- To będzie biba roku – odpowiedziałam, po krótkim namyśle.
Resztę wieczoru, a raczej wczesnych godzin nocnych, spędziliśmy tak samo jak dwie poprzednie. Kiedy odprowadzałam Liama do drzwi, umówiliśmy się, że wpadnę do nich jutro pod wieczór i omówimy szczegóły naszej „współpracy”. Do urodzin zostały cztery dni, a do powrotu Danielle z trasy zostały tylko trzy dni, więc będzie trzeba spiąć pośladki i zacząć coś robić. Jednak na razie jedyną rzeczą, którą zamierzam zrobić to wziąć prysznic i pójść spać. Wszystko to zrobiłam w rekordowym czasie piętnastu minut, po których już leżałam w łóżku i biłam się z myślami. Temat ? Jedno, nurtujące, i nie dające zasnąć pytanie: Czy dobrze zrobiłam ? Z jednej strony chciałam mu pomóc i spędzić z nim trochę czasu, ale jakim kosztem… Nie wiem, czy będę się czuła zręcznie, organizując urodziny Danielle, którą pomimo wszystko, trochę wbrew własnej woli, darzyłam sympatią. Bądź co bądź jest poniekąd moją rywalką, ale mimo najszczerszych chęci nie potrafię jej nie lubić. Jest zbyt miła. Nie wiem czy to tylko wyćwiczona postawa, czy jej prawdziwe oblicze, w każdym razie ja się nabrałam…


~*~

Pędem wciągnęłam na siebie przygotowane wcześniej ubrania, poprawiłam włosy i stwierdziłam, że nie mam czasu na malowanie, więc tylko przeciągnęłam szczoteczką maskary po moich dość długich i gęstych rzęsach, po czym zgarnęłam torebkę z oparcia krzesła i wyszłam z domu. Chłopcy mieszkali po przeciwnej stronie miasta, więc postanowiłam pojechać metrem. Kupiłam bilet i wsiadłam do wagonu, wkładając słuchawki w uszy, i puszczając moją playlistę. Kilka przystanków i byłam na miejscu. Wyszłam z zatłoczonego metra i przeszłam jakieś pół kilometra, docierając do posiadłości One Direction. Otworzyłam bramkę, wbijając kod i pewnym krokiem doszłam do drzwi , otwierając je moim zapasowym kluczem. W środku było niepokojąco cicho.
- Jestem – zawołałam z korytarza, jednak nikt mi nie odpowiedział. Weszłam do salonu i rzuciłam torbę na białą skórzaną sofę. Zaczęłam się rozglądać i po chwili mój wzrok skierował się w stronę schodów, z których dobiegał tupot stóp. Po chwili moim oczom ukazał się uśmiechnięty Liam.
- Napijesz się czegoś ? - spytał, omijając mnie, i wchodząc do kuchni.
- Mi też miło Cię widzieć. Co u mnie ? Stare nudy, nic ciekawego, a u Ciebie ? - spytałam sarkastycznie, udając się za nim .
- U mnie świetnie, a tak w ogóle to cześć – powiedział , przelotnie całując mnie w policzek -No to chcesz do tego picia czy nie ?
- Wodę gazowaną, jeśli łaska – wręczył mi schłodzoną butelkę, sam nalewając sobie soku do wysokiej szklanki. Wzięliśmy napoje i udaliśmy się na taras, który znajdował się tuż nad basenem. Porozmawialiśmy chwilę, po czym przystąpiliśmy do układania planu działania. Okazało się, że do zrobienia jest bardzo dużo, a czasu, wręcz przeciwnie, bardzo mało i wciąż coraz mniej. Więc żeby go dodatkowo nie marnować, sporządziliśmy wstępną listę gości, która okazała się dość pokaźna. Ponad 200 osób ? Jak na moje standardy to dużo, nawet bardzo, ale Liam nie wyglądał na specjalnie zdziwionego ilością gości, więc mnie też nie powinno to obchodzić.
- Dzięki, że zgodziłaś się pomóc. Sam nie dałbym rady – powiedział Liam, kiedy po jakichś trzech godzinach stwierdziliśmy, że wystarczy pracy jak na jeden dzień i poszliśmy do kuchni zrobić coś na kolacje .
- Od czego ma się przyjaciół ? W sumie to masz jeszcze chłopaków, ale na nich w tym przypadku chyba nie mógłbym liczyć. No właśnie, a tak w ogóle, to gdzie oni są ?
- Wieczni imprezowicze.
- Live while we're young – w odpowiedzi zacytowałam refren ich piosenki.
- Z tym się zgadzam, tylko nie lubię dostawać w nocy telefonów, żebym przyjechał i zabrał któregoś z nich z klubu, bo są tak schlani, że nie są w stanie stać na nogach. Podawanie im następnego dnia wody i tabletek przeciwbólowych też nie jest moim ulubionym zajęciem. Skoro są dorośli to niech się tak zachowują – powiedział rozżalonym głosem i wrócił do krojenia ogórków. Nie bez powodu nazywa się go Daddym Direction. Nie raz byłam świadkiem podobnych sytuacji, które na pewno nie były niczym miłym. Za każdym razem obiecywał sobie, że nigdy więcej nie będzie holował ich do domu i za każdym razem wstawał o piątej nad ranem, żeby pojechać po któregoś z pijanych w trzy dupy przyjaciół tudzież całą pijaną czwórkę, ale to rzadziej… W każdym razie postanowiłam nie wracać do tematu, bo widziałam, jak bardzo go to rozdrażniło.

~*~

- Zostań na noc – rzucił Liam. Nie zdziwiła mnie ta propozycja. Często zostawałam u nich na noc, nie chcąc po ciemku wracać do siebie. Jednak tym razem czułam jakiś wewnętrzny opór. Nie wiem skąd się wziął, ani czemu miał służyć.
Po prostu był.
- Nie wiem, czy Danielle by się to spodobało.
- Nie musi wiedzieć – odpowiedział Liam, przybliżając się do mnie. Zważywszy na to, że i tak siedzieliśmy dość blisko, dzieląca Nas teraz odległość była na prawdę mała.
Zbyt mała.
Nie przyzwoita.
 Ja nie miałam nic przeciwko temu, ale myślę , że nie trzeba się długo zastanawiać, żeby odgadnąć powód, dla którego Payne nie powinien nawet próbować się zbliżyć… Nie wiem jakie miał zamiary, nie osądzam go, jednak odległość była niebezpieczna. Czerwone światełko w mojej głowie się zapaliło i nie chciało zgasnąć. Odległość była na tyle mała, że mógł bez problemu usłyszeć moje przyspieszone bicie serca, ale jednak na tyle duża, że nie wskazywała na to, że może stać się coś niepożądanego. Oczywiście niepożądanego przez niego, bo jeśli chodzi o mnie , to każdy centymetr mojego ciała domagał się jego bliskości. Nieświadomie wpatrywałam się w jego pełne, różowe usta. Nie pytajcie czemu, bo nie wiem. Wydaje mi się, że chciałam poczuć ich smak, chciałam sprawdzić jakie są. Tysiące myśli, setki uczuć. Wszystko kotłowało się we mnie, tworząc mieszankę wybuchową… Nie mogę, nie mogę, nie mogę – powtarzałam sobie w kółko. Chciałam w to wierzyć i może nawet wierzyłam, ale to nie jest równoznaczne z tym, czego chciałam.
- To byłoby nie w porządku wobec niej – powiedziałam, nieznacznie się odsuwając, tym samym dyskretnie dałam mu do zrozumienia, że siedzi zbyt blisko.
- A co w tym złego, że przyjaciółka zostaje na noc u przyjaciela, który nie chce, żeby wracała sama do domu ? - spytał z zawadiackim uśmiechem na twarzy. Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby uśmiechał się i patrzył na mnie w taki sposób. Nie wiem czy to dobrze, czy źle, nie wiem co to ma oznaczać. I właśnie to mi się nie podoba.
- Nic – odpowiedziałam krótko. 

_____________________________________
Z lekkim opóźnieniem, ale jest. Jestem względnie zadowolona, ale oceńcie sami, trudno wyrazić opinię na temat czegoś, co się samemu napisało... Zanim sobie pójdę, chciałabym od razu sprostować jedną wypowiedź Liama- nie chodzi mi o to, że uważam chłopców za jakichś pijaków, czy Bóg wie kogo... Nie, nie, nie. Nie o to chodzi. Po prostu musiałam to wpleść, na  potrzeby opowiadania. O co dokładniej chodzi, dowiecie się z następnego rozdziału :)

I jeszcze jedna sprawa. Potrzebuję nowego bohatera płci męskiej. Pierwsze co przyszło mi do głowy, to Justin Bieber, ale nie wiem czy to dobry pomysł... Nie żeby coś, ale nie jestem w 100% przekonana. I dlatego chciałabym poprosić Was o pomoc. Napiszcie w komentarzu co o tym myślicie, albo zaproponujcie kogoś innego. Byłabym wdzięczna  ♥


Teraz już na serio się żegnam, pa ♥ 

niedziela, 3 marca 2013

2&3

Przeniósł wzrok z jezdni na mnie i przyglądał mi się z… No właśnie. Nie wiem jak to nazwać. 
Zdziwienie?
Rozczarowanie?
Niedowierzanie?
W każdym razie coś w tym guście.
- Zatrzymaj się. Stąd już sobie dojdę – powiedziałam , uznając naszą rozmowę za skończoną.
- Vann, nie wygłupiaj się …
- Zatrzymaj się – powiedziałam głośniej i dobitniej. Dobrze znał ten ton i wiedział, że kiedy zaczynam nim mówić, to lepiej ze mną nie zadzierać. Posłusznie zjechał na pobocze, a ja wyszłam, kulturalnie trzaskając drzwiami. Przyjmijmy wersję, że nie chciały się domknąć…
- Daj mi coś powiedzieć…
- Jedyne co możesz mi teraz powiedzieć to „Dobranoc”, ale spokojnie, nie ma ciśnienia, jeśli nie chcesz to nie musisz – powiedziałam, i odwracając się na pięcie, ruszyłam przed siebie.
 Nie byłam zła.
Nie byłam smutna.
Byłam rozczarowana, że tak szybko i tak brutalnie sprowadził mnie na ziemię. W sumie, co ja sobie głupia myślałam ? Że rzuci mi się na szyję i powie , że od zawsze marzył, żebym przeprowadziła się do Londynu ? Ale ze mnie idiotka… Od jakiegoś czasu nasza przyjaźń przybrała trochę inny wymiar. Kiedyś wszystko robiliśmy razem, ale teraz on ma swoje życie i wychodzi na to , że ja też muszę je zacząć posiadać…


~*~


Następnego dnia, ze względu na wczorajszą długą podróż i na to, że nie mogłam w nocy spać, wstałam po 13. Mieszkanie było puste. Olivia była na uczelni, a Scott zapewne w pracy, bo przecież normalni ludzie nie wstają o takiej godzinie. Przez duże i jedyne w moim nowym pokoju okno, zobaczyłam, że na zewnątrz jest piękna pogoda. Słońce, bezchmurne niebo i ponad 20 stopni na termometrze. W Londynie rzadko kiedy zdarzają się takie ładne dni, więc postanowiłam go nie zmarnować. Ubrałam się i poszłam na spacer do parku, który kiedyś pokazał mi Liam. Znajdował się niedaleko, więc już po chwili byłam na miejscu. Usiadłam się na „naszej” ławce, na której spędziliśmy całą noc przed finałem X-Factora, a potem ostatni wieczór przed ich pierwszą trasą koncertową… Uśmiechnęłam się na myśl o tych chwilach.
Wokół mnie biegało kilkoro roześmianych dzieci, obserwowanych przez czujne oko ich matek, siedzących niedaleko mnie . Natomiast kilka metrów dalej, zauważyłam starsze małżeństwo spacerujące zacienionymi przez drzewa alejkami. Z żalem uświadomiłam sobie, że mi najprawdopodobniej nie będzie dane zostać matką czy babcią. Nie wiem nawet, czy następny tydzień nie okaże się moim ostatnim.
Nic nie wiem.
Nie mam wpływu na własne życie…
Nie chcąc o tym dłużej myśleć, zamknęłam oczy i pozwoliłam, żeby słońce przygrzewało mi prosto w twarz. Jednak po chwili coś przysłoniło mi światło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam chłopaka z kapturem na głowie i okularach przeciwsłonecznych na nosie.
Sylwetka była znajoma. Wziął mnie za rękę i pewnie prowadził, idąc przed siebie… W końcu dotarliśmy nad Tamizę, skąd rozciągał się piękny widok na London Eye czy Big Bena. Tak się zapatrzyłam, że nawet nie zauważyłam, kiedy zdążył iść po shake'i, które trzymał w ręku. Podał mi jeden, duży, przyjemnie chłodny kubek, a sam zaczął opróżniać zawartość drugiego. Usiedliśmy na trawie, a on ściągnął bluzę i wreszcie zobaczyłam mojego przyjaciela.
- Uważaj, będę do Ciebie przemawiał – powiedział z uśmiechem – Dobra, a teraz tak na poważnie. Wczoraj trochę się nie zrozumieliśmy… Nic nie odpowiedziałem, bo w ogóle nie spodziewałem się takiego głupiego pytania. Jak możesz we mnie wątpić ?! - spytał i przyciągnął mnie do siebie, mocno przytulając .
- Ale musisz przyznać, że zachowywałeś się dość dziwnie.
- Jak dziwnie ?
- No po prostu dziwnie. W ogóle się nie odzywałeś i byłeś jakiś taki zamyślony… Przyznaj się, że myślałeś o mnie – powiedziałam , dźgając w żebra.
- Nie prawda – powiedział i lekko się zarumienił.
- Skoro nie o mnie, to o czym ?
- O wszystkim po trochu, ale nie ważne … Czyli co, Vann i Liam kontra reszta świata ? - spytał z nadzieją w orzechowych , roziskrzonych oczach.
- No jasne głuptasie – powiedziałam, czochrając jego ładnie i składnie ułożone włosy .
- Skoro wszystko jest już w porządku, to możemy się zbierać.
- Nie wiem jak Ty , ale się stąd nie ruszam – powiedziałam, kładąc się na znak protestu . „Sama chciałaś ” powiedział, zakładając bluzę . Nie rozumiałam o co mu chodzi, aż do momentu, kiedy bez problemu podniósł mnie z ziemi, i przerzucając sobie przez ramię, ruszył wzdłuż brzegu rzeki.
- Jesteś niepoważny – skwitowałam go, dławiąc się ze śmiechu.
- Ej, to mój tekst ! To ja zawsze mówię do Ciebie , że jesteś niepoważna, podczas, gdy Ty zachowujesz się jak dziecko i robisz mi wstyd.
- Widzisz, rolę się odwróciły. Teraz to Ty robisz Nam wstyd – powiedziałam, śmiejąc się z ludzi, którzy przyglądali Nam się z miną wyrażającą pogardę dla zachowań dzisiejszej młodzieży. Widok sam w sobie był śmieszny, a to, że widziałam ich do góry nogami tylko dodawało mu komizmu. W końcu doszliśmy na parking, na którym bez problemu odnalazłam samochód Liama. Jego czarny Land Rover, który wyglądał jakby dopiero co został wystawiony z salonu, dość wyraźnie wyróżniał się na tle innych pojazdów.
- Chyba trochę Ci się przytyło – powiedział, odstawiając mnie przy samych drzwiach samochodu i ślicznie się do mnie uśmiechając.
 - Wyobraź sobie, że wręcz odwrotnie – schudłam, ale taka mała rada na przyszłość : nigdy nie mów kobiecie, że przytyła. Nigdy.
- Na pewno zapamiętam, a teraz wskakuj – powiedział, sam zajmując miejsce za kierownicą. Posłusznie usiadłam na miejscu obok i włączyłam radio, podgłaszając je na maxa. Przypadkiem, zmieniając kanały, wpadłam na „Live while we're young” i w taki oto sposób zaczęliśmy śpiewać „Let's go crazy crazy crazy til we see the sun”…
- Zaraz, zaraz, zaraz. Skąd mam mieć pewność, że nie jesteś jakimś zmutowanym kosmitą, który wszedł w ciało Liama i chce mnie porwać, a następnie uprowadzić do jakiejś kosmicznej niewoli ? - spytałam, lekko mrużąc oczy . Moje usilne starania, żeby wyglądać poważnie, nie przyniosły skutku, bo Liam w odpowiedzi wybuchł głośnym śmiechem.
- Czy zmutowany kosmita wiedziałby, że podczas przedszkolnego przedstawienia na dzień wiosny, byłaś taka zestresowana, że zwymiotowałaś na środku sceny ? - spytał, próbując powstrzymać się od śmiechu .
- Dzięki, nie musiałeś podawać tak dobitnych przykładów. Wystarczyłaby data urodzenia – powiedziałam, i krzyżując ręce na piersiach, żeby uzyskać efekt urażonej dumy, odwróciłam się od niego i wpatrywałam w szybę. Uświadomiłam sobie, że tak właściwie, to nie wiem gdzie on mnie wiezie… Na odpowiedź nie musiałam długo czekać, bo po chwili stanęliśmy przed budynkiem „Sony Music”. Jedno pytające spojrzenie w jego stronę i już mi wszystko wyjaśniał :
- Nagrywamy i tak właściwie urwałem się ze studia, żeby Cię przeprosić.
- Miło, ale po co tu ja ?
- Zadajesz za dużo pytań – powiedział, przybierając podejrzany wyraz twarzy. Kiedy zauważył, że dziwnie mu się przyglądam, szybko odwrócił głowę i pociągnął w stronę wejścia. Wymienił tylko porozumiewawcze spojrzenia z ochroniarzami i weszliśmy do dużego, przestronnego holu, w którego podłodze śmiało można by się przeglądać. W windzie nacisnęliśmy 5 i już po chwili znaleźliśmy się na wyznaczonym piętrze. Liam prowadził mnie labiryntem niekończących się korytarzy i pokoi, aż w końcu ustał przed masywnymi, drewnianymi drzwiami. Zastukał w nie trzy razy, po czym szybko wbiegł do pokoju, który okazał się dużą, przestronną salą, z dwóch stron otoczoną lustrami, a główną ścianę tworzyło wielkie okno, z widokiem na co najmniej połowę miasta. Pomieszczenie było puste, oprócz nas dwóch nie było tam nikogo. Przerwałam lustrowanie wnętrza i przeniosłam wzrok na Liama, który ustał na środku sali i cwaniacko się uśmiechał. Po chwili z głośników rozstawionych w rogach, popłynęły pierwsze dźwięki „I Would”. Liam zaczął śpiewać swoją zwrotkę, a w miarę jak piosenka leciała do przodu i przychodził czas na partie reszty zespołu, chłopcy po kolei wyskakiwali to zza luster, to zza zasłon, albo zza drzwi, których wcześniej nie zauważyłam… Podczas, gdy oni eksponowali swoje wdzięki i głosy, ja zwijałam się ze śmiechu, leżąc na kanapie . Kiedy skończyli ukłonami, podeszłam do nich, i opierając się łokciem o ramię Louisa, podsumowałam :
- Jesteście zdrowo stuknięci.
- Niech zgadnę… I pewnie za to Nas kochasz ? - spytał Niall, nadstawiając policzek, w który go pocałowałam, tak jak oczekiwał.
- Dokładnie. A teraz kto mi powie co to było ?
- Przedsmak Twojego dzisiejszego wieczoru – skwitował Zayn. Nadal nie rozumiejąc o co właściwie im chodzi, spojrzałam na niego z miną „ What The Fuck ?! ” - Tak się głupio złożyło, że wieczorem mamy występ, więc zamiast rytuału przywitania, będziesz honorowym gościem na koncercie. A to coś przed chwilą, to było zaproszenie w stylu One Direction.
- To trzeba było tak od razu…
- Tylko, że tan koncert jest w Nowym Jorku – dodał po chwili Zayn. A ten fakt trochę zmieniał postać rzeczy. Kilka razy byłam na ich koncertach, ale zazwyczaj odbywały się one w Londynie, albo Wolverhampton, ale nie z Nowym Jorku. To było dla mnie coś nowego. Chciałabym polecieć, ale … No właśnie „ ale ”. Jutro rano mam kontrolę u mojego nowego lekarza, który po przeprowadzce przejął funkcję lekarza prowadzącego. Nie mogłam jej przełożyć, a już na pewno nie mogłam zrezygnować. I po raz kolejny będę musiała kłamać, co mi się raczej średnio podoba. Chciałabym im powiedzieć prawdę, wygadać się, ale nie mogę… Boję się, że zaczną mnie inaczej traktować, a tego bym nie chciała. To, że jestem chora, nie znaczy, że jestem inną Vanessą niż byłam do tej pory. Ten strach przymusza mnie do kłamania w żywe oczy swoim najlepszym przyjaciołom.
Co za ironia.
- Nie mogę – powiedziałam, spuszczając głowę.
Wolnym krokiem podeszłam do kanapy, usiadłam się na niej i czując całkowitą bezsilność, schowałam twarz w dłoniach .
- Ej, co jest ? - spytał Hazza, dosiadając się do mnie. Poczułam jak przyciąga mnie do siebie i już po chwili zatopiłam twarz w jego mięciutkim, pachnącym tak jak on swetrze. Jakieś piętnaście minut siedziałam, chowając się przed ich wyczekującymi odpowiedzi spojrzeniami, aż w końcu powoli podniosłam głowę. Wszyscy zebrali się wokół Nas – Louis i Niall siedzieli ściśnięci na kanapie, Liam kucał na podłodze, a Zayn stał oparty o ścianę.
- To co ? Powiesz o co chodzi ? - ponowił próbę Harry.
- Po prostu nie jadę. Nic więcej nie mogę Wam powiedzieć, przepraszam – powiedziałam i poczułam nagłą chęć opuszczenia tego pomieszczenia, które stawało się coraz ciaśniejsze i duszniejsze – Muszę lecieć. Zadzwońcie jak dolecicie, pa.
Szybko opuściłam budynek i zaciągnęłam się świeżym powietrzem. Z braku lepszego pomysłu, postanowiłam udać się do domu, gdzie wciąż czekały na mnie nierozpakowane walizki.


~*~

Na razie wyniki są dobre, jednak to nie zwalnia Pani od obowiązku przestrzegania diety i zażywania przepisanych leków – powiedział doktor, u którego stawiłam się następnego ranka. Ucieszyła mnie wiadomość przekazana przez nowego lekarza, który okazał się sympatycznym, uśmiechniętym starszym panem… Podziękowałam mu i wstałam z niewygodnego krzesła w jego gabinecie. Żegnając się, przypomniał mi o konieczności kontrolowania ilości cukru, co automatycznie robiłam przez ostatnie dziesięć lat, więc nie było możliwości, żebym o tym zapomniała, i umówił mnie na następną wizytę. Względnie zadowolona wyszłam z kliniki i udałam się do centrum handlowego, kupić sobie coś na poprawę humoru, który od wczoraj niewiele się zmienił. Sytuację dodatkowo pogorszył telefon Liama, który zadzwonił tak jak prosiłam, ale niepotrzebnie wrócił do tematu. Świadomość, że znowu go okłamałam nie wpływała pozytywnie… Chcąc zagłuszyć wewnętrzne poczucie winy, postanowiłam kupić buty, jak każda prawdziwa kobieta, chcąca poprawić sobie humor. I muszę przyznać, że pomogło – wychodząc ze sklepu z trzema kartonami z obuwiem, poczułam się nieco lepiej. W drodze do wyjścia zatrzymałam się jeszcze w McDonaldzie po mojego ulubionego McFlurry'ego, którego teoretycznie nie powinnam jeść, a co praktycznie miałam w dupie, pomimo ostrzeżeń, które wciąż dźwięczały mi w uszach. Z humorem o wiele lepszym, wsiadłam do taksówki i podałam adres mieszkania. Jakie to dziwne, że kilka par butów może się okazać lekiem na całe zło tego świata…

~*~

Ciężko sapiąc, dotarłam na czwarte piętro starej kamienicy, w której mieściło się mieszkanie mojej kuzynki, a teraz także i moje. Zdziwiłam się , kiedy zauważyłam, że drzwi nie są zakluczone. Zostawiając zakupy w korytarzu, poszłam do kuchni, skąd docierały radiowe głosy.
- Buu! - krzyknęłam, stając tuż za kuzynką, która zmywała naczynia, wyginając się w rytm muzyki.
- Matko! Chcesz, żebym zawału dostała ?! - spytała, gwałtownie odskakując od zlewu i waląc we mnie ręcznikiem kuchennym, który był przewieszony na jej ramieniu. Oczywiście nie obyło się bez pytań o wizytę u lekarza, która nie była zbyt emocjonująca, więc nie było czego opowiadać – A właśnie!
- Zapomniałabym… Masz pożyczyć jakąś fajną sukienkę ?
- Może mam, może nie mam… Zależy po co.
- Scott zabiera mnie dziś na kolację i potrzebuję czegoś… No wiesz - przytaknęłam ze zrozumieniem i pociągnęłam ją do mojego pokoju. Po kolei wyrzucałam z szafy sukienki, które nadawałyby się na tą okazję.
- Czy Ty nie masz co robić z pieniędzmi ? - spytała Olivia, przymierzając kreację.
- Skoro tata funduje , to czemu mam nie korzystać ? Obróć się – powiedziałam, przyglądając się smukłej blondynce ubranej w miętową, koronkową sukienkę przed kolano – Ta jest idealna.
- Tak myślisz ? - spytała, przeglądając się w lustrze.
- Ja to wiem. Teraz tylko jeszcze buty – powiedziałam, otwierając drugą szafę, na której półkach stały długie rzędy szpilek, obcasów, trampek, adidasów, baletek, botków… Dobrałyśmy odpowiednie buty, a potem ją pomalowałam, uczesałam i na kopniakach wygoniłam z domu, wprost w objęcia ukochanego. I znowu zostałam sama… Ciepły piątkowy wieczór, wszyscy wychodzą się zabawić, a ja zapuszczam korzenie na kanapie, przed telewizorem. Moje życie jest po prostu wspaniałe…
Nagle coś wyrwało mnie ze stanu zawieszenia.
Dzwonek do drzwi. 
Niechętnie podniosłam się z kanapy, przeczesałam palcami grzywkę, co zapewne nic nie dało, bo tak czy inaczej wyglądałam jak siedem nieszczęść. Powolnym ruchem otworzyłam drzwi, za którymi zobaczyłam Liama, trzymającego wielki, biały karton z nadrukowanym logiem naszej ulubionej pizzeri.
- Zamawiałaś pizzę z dostawą do domu ? - spytał po chwili niepewności, uśmiechając się. Od razu pojęłam, że tak chce odkupić swoje winy, o których i tak już zapomniałam.
- Nie – odpowiedziałam, zatrzaskując mu drzwi przed nosem. Chociaż trochę rozrywki… Odczekałam kilka sekund, po czym ponownie otworzyłam, uśmiechając się do chłopaka, który był tak zszokowany, że nie był w stanie ruszyć się z miejsca – Żartowałam, wchodź.
Nadal był jakiś taki nieruchawy, więc złapałam go za rękaw bluzki i wciągnęłam do mieszkania. Usiedliśmy w salonie, na stercie koców i poduszek, które zniosłam do pokoju. Przez chwilę poczułam się jak dawniej: tylko ja, on, pizza hawajska i zarwane noce, spędzone na rozmowach o niczym i śmianiu się do łez…
- Tęskniłam za tym – powiedziałam, wtulając się w niego.
- Ja też… Chciałbym mieć więcej czasu na takie nicnierobienie – powiedział, całując mnie w czubek głowy.
- Rozpędziłeś się kolego. To nie jest „nicnierobienie”, tylko zacieśnianie więzi, integracja, rozumiesz ?
- Oj przepraszam. Źle się wyraziłem… Ale może w ramach tej integracji, pomogłabyś mi zorganizować imprezę urodzinową dla Danielle ? Spędzilibyśmy razem trochę czasu… Wchodzisz w to ?

__________________________________________
Miałam trochę czasu i udało mi się napisać trochę więcej niż się spodziewałam, więc postanowiłam połączyć dwa rozdziały w jeden, żeby szybciej przejść do "kluczowych" wątków. Mam nadzieję, że się podobają... 

Do napisania ♥

PS : Dziękuję za komentarze, zwłaszcza te z konstruktywną krytyką. Postaram się ją zastosować ♥

I cudny uśmiech Liama. Tak na miłe zakończenie weekend'u.



piątek, 1 marca 2013

1.


Cała pewność siebie , której i tak miałam niewiele , wyparowała , kiedy usłyszałam przekręcanie klucza w zamku i po chwili drzwi się otworzyły . Tak jak się spodziewałam - bo nikomu innemu w tym domu nie chciałoby się ruszyć dupy i otworzyć - zobaczyłam w nich Liama . Jego wyraz twarzy wskazywał na to , że byłam ostatnią osobą , której się spodziewał . Nie wiedziałam czy to dobrze , czy źle , więc tylko się uśmiechnęłam i czekałam na jakąś reakcję …
- Będziemy tak stali , czy mnie przytulisz ? - spytałam , kiedy stwierdziłam , że nie mogę liczyć na inną reakcję , niż jego nienaturalnie rozszerzone źrenice i szeroko otwarta buzia . Jeszcze chwilę mi się przypatrywał , po czym dał jeden , duży krok w moją stronę i mocno przytulił . Tego właśnie chciałam . Poczuć tą bliskość , ten zapach i być objęta przez te ramiona … Długo staliśmy złączeni w uścisku . Przynajmniej mi się tak wydawało . Nie chciałam przerywać tej pięknej chwili , ale on zrobił to za mnie . Poluzował ramiona i delikatnie je zsunął . W ślad po jego dotyku jego dłoni , po moich plecach przeszedł dreszcz . Dostałam jeszcze buziaka w policzek , po którym czułam , że cała się rumienie . W duchu dziękowałam Bogu za to , że wieczorem jest ciemno i nie widać , że moja twarz przybrała kolor buraka tudzież cegły .
- Nie zrozum mnie źle … Cieszę się , że Cię widzę , ale co Ty tu robisz ? - spytał z uśmiechem . Odpowiedziałam mu tym samym i jeszcze raz ułożyłam sobie przygotowaną odpowiedź na pytanie , które wcześniej czy później musiało paść .
- W październiku zaczynam studia , więc postanowiłam się przeprowadzić wcześniej i trochę poznać miasto , zaaklimatyzować się i te sprawy … - myślałam , że kiedy to powiem to mi ulży , będę z siebie zadowolona , ale efekt był zupełnie inny . Czułam się okropnie ze świadomością , że okłamałam swojego najlepszego przyjaciela i to w tak ważnej sprawie …
- Ty i studia ? Dość nietypowe połączenie . - powiedział i zaczął się głośno śmiać . Komu było do śmiechu , temu było …
Wątpisz we mnie ?
- Nie , oczywiście , że nie . Gratuluję i życzę powodzenia , przyda Ci się .
W odpowiedzi pokazałam mu język , i wymijając go weszłam do środka domu , który dobrze znałam . Zdjęłam buty i ruszyłam w stronę salonu , gdzie spodziewałam się spotkać resztę zespołu . Tak też się stało . Cała czwórka siedziała na kanapie i oglądała powtórki jakiś dennych seriali .
Serio chce się Wam to oglądać ? - spytałam jak gdyby nigdy nic . Wszystkie spojrzenia w pokoju były teraz skierowane na mnie . Ich reakcja była podobna do zachowania Liama . Rozdziawione buzie , oczy tak rozszerzone , jakby zaraz miały wypaść z orbit … - Coś się stało ? Mam coś na twarzy ?
- Nessi ! - wrzasnął Niall , który jako pierwszy się ocknął . Przeskoczył przez oparcie sofy , przy okazji wywalając się . Nie wnikam . Podbiegł do mnie i mocno przytulił . Po chwili dołączyła reszta chłopców i wyszedł nam z tego całkiem fajny grupowy uścisk …
- Dobra , to co robimy ? - spytał Lou - Xbox , karaoke , Twister , butelka , maraton filmowy , wieczór z włoskim jedzeniem , chyba , że wolisz chińskie , nie ma sprawy . O ! Albo możemy pójść do piwnicy , urządziliśmy tam sobie salon gier , więc …
- Louis , zluzuj trochę . Tak właściwie , to wpadłam się tylko przywitać .
- A nie możesz zostać ? - spytał , robiąc smutną minkę . Albo tak dobrze grał , albo naprawdę było mu przykro . Postanowiłam szukać ratunku u Liama , ale gdy odwróciłam się w jego stronę , zobaczyłam , że robi to samo . Przebiegłam wzrokiem po reszcie chłopaków i nic … Wszyscy brali mnie na litość .
- No dobra – westchnęłam , a oni zaczęli cieszyć się jak dzieci . Nadal byłam moralnie skacowana , ale mi też zrobiło się jakoś tak weselej . Ich uśmiechy = mój uśmiech . Prosta zależność między pięcioma przystojniakami i jedną przeciętnie zwyczajną brunetką – Ale żadnych maratonów . Jeden film i jadę do domu , jasne ?
- Kocham Cię – krzyknął uradowany Louis i razem z Harrym , Niallem i Zayn'em poszli do kuchni po napoje i coś do jedzenia , natomiast ja i Liam mieliśmy wybrać jakiś film . Szperaliśmy w ich imponującej kolekcji płyt DVD , ale nie mogliśmy znaleźć nic normalnego .
- A może to ? - spytał Liam , pokazując mi film , który nie zachęcał tytułem : „Martwica mózgu” .
- Weź … Wiesz , że nienawidzę horrorów .
- Wiem , ale ten jest fajny . „Martwica mózgu” , kusi co ? - spytał , zabawnie poruszając brwiami . Wiedziałam , że się ze mną droczy , zawsze robił to samo – pokazywał mi okładki horrorów i czekał na reakcję .
- Nie ? - powiedziałam i zwinnym ruchem zabrałam mu film z ręki . Ukryłam go gdzieś pomiędzy innymi pudełkami , dalej wertując ich zbiory .
- To w takim razie „Clic” - już chciałam mu przerwać , ale uprzedził mnie – Nie przyjmuję odmowy .
- Liam , weź się zlituj . Oglądaliśmy to już chyba z milion razy , znam to na pamięć …
- Sama tego chciałaś – powiedział i zaczął mnie łaskotać . Ewidentnie zbyt dobrze znał moje słabe punkty … Ale i tak nie potrafiłam być na niego zła . Choćbym nie wiem jak chciała , nie mogłam .
- Dobra , poddaje się . Po raz milionowy będziemy oglądać „Clic” .
- My to się jednak potrafimy dogadać – powiedział zadowolony .
- Weź mnie nawet nie wkurzaj , bo Cię łyżkami poszczuję – powiedziałam i razem z moją urażoną dumą udałam się do kuchni .
Usiadłam na wysepce kuchennej i przypatrywała się jak rozbijają się o siebie , próbując jak najszybciej rozsypać wszelkiego rodzaju chipsy i chrupki do misek . Proponowałam pomoc , ale za każdym razem odmawiali , zapewniając , że „tak właśnie ma być” . Cóż … Skoro tak , to jestem zbędna – pomyślałam i wróciłam do salonu . Liam siedział na brzegu kanapy i wyglądał tak , jakby się nad czymś zastanawiał . Przybrałam poważną minę i dosiadłam się do niego , specjalnie wybierając drugi koniec sofy . Nawet nie zauważył mojej obecności … Po chwili dołączyli chłopcy , niosąc ze sobą niezliczone ilości jedzenia i napojów , z których większość powędrowała do Nialla .

Tak jak mówiłam wcześniej , film znałam na pamięć , więc przez cały seans powtarzałam wszystkie kwestie głównych bohaterów . Więcej się śmialiśmy i rozmawialiśmy , niż oglądaliśmy . Jedyną zainteresowaną filmem osobą wydawał się Liam , który uparcie wpatrywał się w ekran , chociaż widziałam , że nawet on ma już dość . No , ale w końcu sam wybierał , więc jeśli się nudzi , to może mieć pretensje tylko do siebie …


~*~

- Odwiozę Cię – zaoferował się Liam , kiedy skończyliśmy „oglądanie” filmu .
- Nie , dzięki . Zamówię taksówkę , nie musisz się fatygować – powiedziałam , ubierając płaszczyk .
- Przestań . Zanim taksówkarz tu trafi , już dawno będziesz w domu . Bez gadania – powiedział i również zaczął się ubierać . Nie chciało mi się z nim sprzeczać , więc tylko przytaknęłam skinieniem głowy i poszłam pożegnać się z chłopakami . Musiałam im obiecać , że następny wieczór zarezerwuję tylko dla nich i będziemy mogli odbyć swój rytuał przywitania , czyli zamówić jedzenie na wynos , obejrzeć kilka filmów , pograć w Fifę , a gdy będziemy już trochę „żywsi” , wtedy nadchodzi czas na grę w butelkę . Taki nasz zwyczaj …

Usiadłam na przednim siedzeniu samochodu Payne'a i ruszyliśmy . Żadne z Nas się nie odzywało . Panowała przenikliwa cisza . Nie wiem czemu … Ja nic nie mówiłam , bo widziałam , że nie ma chęci na rozmowę , a to dlaczego on się nie odzywał , pozostaje nierozwiązaną zagadką .
- Liam , mogę Ci zadać jedno pytanie ? - spytałam , kiedy już nie wytrzymywałam tej przerażającej ciszy . Uśmiechnął się nieznacznie , więc uznałam to za zgodę – Nie chciałeś , żebym przyjeżdżała , prawda ?


_____________________________________

Pierwszy raczej przeciętny , ale początki zawsze są trudne . Obiecuję , że następne nie będą tak nudne ... 

I bardzo , bardzo , bardzo dziękuję za tak miłe przyjęcie . Niespodziewałam się , aż 9 komentarzy , jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam

środa, 27 lutego 2013

Prolog ♥



Odkąd pamiętam przyjaźniłam się z Liamem . Wspólne zabawy w piaskownicy , przedszkole , pierwszy dzień szkoły , wycieczki , kolonie , bale , potańcówki … Wszystko robiliśmy razem , mówiliśmy sobie o wszystkim , byliśmy nierozłączni . Po prostu byliśmy najlepszymi przyjaciółmi … Jako jedna z nielicznych słyszałam jak śpiewa i dlatego zaciągnęłam go na castingi do programu X-Factor . To ja stałam za kulisami i go wspierałam , to ja pocieszałam go po tym , jak pierwszy raz nie dostał się do programu i to ja siłą zaciągnęłam go tam jeszcze raz . Gdybym wiedziała , jakie będą tego skutki , nie zrobiłabym tego … Wiem , że to samolubne , ale dopiero kiedy go zabrakło , uświadomiłam sobie , że nie potrafię bez niego normalnie funkcjonować , i że jest dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem . Kochałam go …
Ale był już za późno .
Wyjechał , a ja zostałam z niewypowiedzianymi słowami na ustach .
I wcale nie było tak , że nie miałam szansy tego zrobić .
Miałam ich aż za wiele …
Nasza przyjaźń nie skończyła się w momencie jego wyjazdu . Regularnie bywałam w Londynie , Liam przyjeżdżał do domu , albo spotykaliśmy się gdzieś pośrodku . Ale ja zmarnowałam te wszystkie okazje . Szłam po najmniejszej linii oporu , chowając uczucia gdzieś w zakamarkach swojej podświadomości . Ignorowałam przyspieszone bicie serca , nienaturalne reakcje na jego dotyk , jego bliskość i inne dziwne objawy , których wcześniej nie zanotowałam …
Powód ?
Dwa – mój strach i przeszkoda , która zwie się Danielle . Piękna brunetka , jeżdżąca po całym świecie z zespołem tanecznym . Gdybym powiedziała mu co czuję , tylko bym się ośmieszyła . Nie mogłam liczyć , że zostawi taką dziewczynę jak ona , bo taka dziewczyna jak ja wreszcie odważyła się powiedzieć mu , że kocha go od jakichś trzech lat …

A teraz ?


Teraz , siedzę w taksówce , jadę do rezydencji One Direction i zastanawiam się co powiedzieć , kiedy już nacisnę dzwonek . Muszę wymyślić jakieś wiarygodne kłamstwo , bo przecież nie mogę mu powiedzieć , że chcę spędzić ten czas , który jeszcze mi został właśnie z nim . Nie mogę mu powiedzieć , że dopiero teraz , kiedy dowiedziałam się , że jestem chora , znalazłam w sobie na tyle odwagi , żeby wyznać swoje uczucia …

I właśnie z tej prostej przyczyny , stanęłam na schodach , prowadzących do domu chłopaków . Niepewnie nacisnęłam dzwonek i czekałam …


Bohaterowie




Vanessa Ryan ( 18 l. ) – pełna życia nastolatka , która z dnia na dzień dowiaduje się , że cukrzyca , z którą zmaga się od dziesięciu lat , przybrała bardziej niebezpieczne stadium . Nie jest pewna swojej przyszłości , ale postanawia zawalczyć o swoje marzenia . Przeprowadza się z rodzinnego Wolverhampton do Londynu , gdzie zamieszka ze swoją kuzynką i jej chłopakiem … Sama o sobie mówi , że jest „ niepoprawną marzycielką i przerośniętym dzieciakiem ”



Liam Payne ( 19 l. )– 1/5 One Direction . Jest najlepszym przyjacielem Vanessy , mieszka w Londynie , wraz zresztą zespołu . Jest w związku z tancerką – Danielle Peazar , starszą od siebie o 4 lata .



One Direction – czyli Harry Styles , Liam Payne , Louis Tomlinson , Niall Horan i Zayn Malik . Brytyjsko – irlandzki boysband , wspinający się na same szczyty światowych list przebojów , a prywatnie piątka najlepszych przyjaciół , niezachowująca się adekwatnie do swojego wieku .



Olivia Ryan ( 20 l. ) - kuzynka Vanessy .



Scott Parker ( 21 l. ) - chłopak Olivii .

___________________________________

Cześć wszystkim . Właśnie postanowiłam założyć bloga z opowiadaniem o One Direction . Nie jest to moje pierwsze opowiadanie , ale zdecydowany debiut na BlogSpot . Komentujcie i powiedzcie czy warto wstawiać pierwszy rozdział, bo ja osobiście nie jestem do końca przekonana ...

Pozdrawiam ♥