niedziela, 3 marca 2013

2&3

Przeniósł wzrok z jezdni na mnie i przyglądał mi się z… No właśnie. Nie wiem jak to nazwać. 
Zdziwienie?
Rozczarowanie?
Niedowierzanie?
W każdym razie coś w tym guście.
- Zatrzymaj się. Stąd już sobie dojdę – powiedziałam , uznając naszą rozmowę za skończoną.
- Vann, nie wygłupiaj się …
- Zatrzymaj się – powiedziałam głośniej i dobitniej. Dobrze znał ten ton i wiedział, że kiedy zaczynam nim mówić, to lepiej ze mną nie zadzierać. Posłusznie zjechał na pobocze, a ja wyszłam, kulturalnie trzaskając drzwiami. Przyjmijmy wersję, że nie chciały się domknąć…
- Daj mi coś powiedzieć…
- Jedyne co możesz mi teraz powiedzieć to „Dobranoc”, ale spokojnie, nie ma ciśnienia, jeśli nie chcesz to nie musisz – powiedziałam, i odwracając się na pięcie, ruszyłam przed siebie.
 Nie byłam zła.
Nie byłam smutna.
Byłam rozczarowana, że tak szybko i tak brutalnie sprowadził mnie na ziemię. W sumie, co ja sobie głupia myślałam ? Że rzuci mi się na szyję i powie , że od zawsze marzył, żebym przeprowadziła się do Londynu ? Ale ze mnie idiotka… Od jakiegoś czasu nasza przyjaźń przybrała trochę inny wymiar. Kiedyś wszystko robiliśmy razem, ale teraz on ma swoje życie i wychodzi na to , że ja też muszę je zacząć posiadać…


~*~


Następnego dnia, ze względu na wczorajszą długą podróż i na to, że nie mogłam w nocy spać, wstałam po 13. Mieszkanie było puste. Olivia była na uczelni, a Scott zapewne w pracy, bo przecież normalni ludzie nie wstają o takiej godzinie. Przez duże i jedyne w moim nowym pokoju okno, zobaczyłam, że na zewnątrz jest piękna pogoda. Słońce, bezchmurne niebo i ponad 20 stopni na termometrze. W Londynie rzadko kiedy zdarzają się takie ładne dni, więc postanowiłam go nie zmarnować. Ubrałam się i poszłam na spacer do parku, który kiedyś pokazał mi Liam. Znajdował się niedaleko, więc już po chwili byłam na miejscu. Usiadłam się na „naszej” ławce, na której spędziliśmy całą noc przed finałem X-Factora, a potem ostatni wieczór przed ich pierwszą trasą koncertową… Uśmiechnęłam się na myśl o tych chwilach.
Wokół mnie biegało kilkoro roześmianych dzieci, obserwowanych przez czujne oko ich matek, siedzących niedaleko mnie . Natomiast kilka metrów dalej, zauważyłam starsze małżeństwo spacerujące zacienionymi przez drzewa alejkami. Z żalem uświadomiłam sobie, że mi najprawdopodobniej nie będzie dane zostać matką czy babcią. Nie wiem nawet, czy następny tydzień nie okaże się moim ostatnim.
Nic nie wiem.
Nie mam wpływu na własne życie…
Nie chcąc o tym dłużej myśleć, zamknęłam oczy i pozwoliłam, żeby słońce przygrzewało mi prosto w twarz. Jednak po chwili coś przysłoniło mi światło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam chłopaka z kapturem na głowie i okularach przeciwsłonecznych na nosie.
Sylwetka była znajoma. Wziął mnie za rękę i pewnie prowadził, idąc przed siebie… W końcu dotarliśmy nad Tamizę, skąd rozciągał się piękny widok na London Eye czy Big Bena. Tak się zapatrzyłam, że nawet nie zauważyłam, kiedy zdążył iść po shake'i, które trzymał w ręku. Podał mi jeden, duży, przyjemnie chłodny kubek, a sam zaczął opróżniać zawartość drugiego. Usiedliśmy na trawie, a on ściągnął bluzę i wreszcie zobaczyłam mojego przyjaciela.
- Uważaj, będę do Ciebie przemawiał – powiedział z uśmiechem – Dobra, a teraz tak na poważnie. Wczoraj trochę się nie zrozumieliśmy… Nic nie odpowiedziałem, bo w ogóle nie spodziewałem się takiego głupiego pytania. Jak możesz we mnie wątpić ?! - spytał i przyciągnął mnie do siebie, mocno przytulając .
- Ale musisz przyznać, że zachowywałeś się dość dziwnie.
- Jak dziwnie ?
- No po prostu dziwnie. W ogóle się nie odzywałeś i byłeś jakiś taki zamyślony… Przyznaj się, że myślałeś o mnie – powiedziałam , dźgając w żebra.
- Nie prawda – powiedział i lekko się zarumienił.
- Skoro nie o mnie, to o czym ?
- O wszystkim po trochu, ale nie ważne … Czyli co, Vann i Liam kontra reszta świata ? - spytał z nadzieją w orzechowych , roziskrzonych oczach.
- No jasne głuptasie – powiedziałam, czochrając jego ładnie i składnie ułożone włosy .
- Skoro wszystko jest już w porządku, to możemy się zbierać.
- Nie wiem jak Ty , ale się stąd nie ruszam – powiedziałam, kładąc się na znak protestu . „Sama chciałaś ” powiedział, zakładając bluzę . Nie rozumiałam o co mu chodzi, aż do momentu, kiedy bez problemu podniósł mnie z ziemi, i przerzucając sobie przez ramię, ruszył wzdłuż brzegu rzeki.
- Jesteś niepoważny – skwitowałam go, dławiąc się ze śmiechu.
- Ej, to mój tekst ! To ja zawsze mówię do Ciebie , że jesteś niepoważna, podczas, gdy Ty zachowujesz się jak dziecko i robisz mi wstyd.
- Widzisz, rolę się odwróciły. Teraz to Ty robisz Nam wstyd – powiedziałam, śmiejąc się z ludzi, którzy przyglądali Nam się z miną wyrażającą pogardę dla zachowań dzisiejszej młodzieży. Widok sam w sobie był śmieszny, a to, że widziałam ich do góry nogami tylko dodawało mu komizmu. W końcu doszliśmy na parking, na którym bez problemu odnalazłam samochód Liama. Jego czarny Land Rover, który wyglądał jakby dopiero co został wystawiony z salonu, dość wyraźnie wyróżniał się na tle innych pojazdów.
- Chyba trochę Ci się przytyło – powiedział, odstawiając mnie przy samych drzwiach samochodu i ślicznie się do mnie uśmiechając.
 - Wyobraź sobie, że wręcz odwrotnie – schudłam, ale taka mała rada na przyszłość : nigdy nie mów kobiecie, że przytyła. Nigdy.
- Na pewno zapamiętam, a teraz wskakuj – powiedział, sam zajmując miejsce za kierownicą. Posłusznie usiadłam na miejscu obok i włączyłam radio, podgłaszając je na maxa. Przypadkiem, zmieniając kanały, wpadłam na „Live while we're young” i w taki oto sposób zaczęliśmy śpiewać „Let's go crazy crazy crazy til we see the sun”…
- Zaraz, zaraz, zaraz. Skąd mam mieć pewność, że nie jesteś jakimś zmutowanym kosmitą, który wszedł w ciało Liama i chce mnie porwać, a następnie uprowadzić do jakiejś kosmicznej niewoli ? - spytałam, lekko mrużąc oczy . Moje usilne starania, żeby wyglądać poważnie, nie przyniosły skutku, bo Liam w odpowiedzi wybuchł głośnym śmiechem.
- Czy zmutowany kosmita wiedziałby, że podczas przedszkolnego przedstawienia na dzień wiosny, byłaś taka zestresowana, że zwymiotowałaś na środku sceny ? - spytał, próbując powstrzymać się od śmiechu .
- Dzięki, nie musiałeś podawać tak dobitnych przykładów. Wystarczyłaby data urodzenia – powiedziałam, i krzyżując ręce na piersiach, żeby uzyskać efekt urażonej dumy, odwróciłam się od niego i wpatrywałam w szybę. Uświadomiłam sobie, że tak właściwie, to nie wiem gdzie on mnie wiezie… Na odpowiedź nie musiałam długo czekać, bo po chwili stanęliśmy przed budynkiem „Sony Music”. Jedno pytające spojrzenie w jego stronę i już mi wszystko wyjaśniał :
- Nagrywamy i tak właściwie urwałem się ze studia, żeby Cię przeprosić.
- Miło, ale po co tu ja ?
- Zadajesz za dużo pytań – powiedział, przybierając podejrzany wyraz twarzy. Kiedy zauważył, że dziwnie mu się przyglądam, szybko odwrócił głowę i pociągnął w stronę wejścia. Wymienił tylko porozumiewawcze spojrzenia z ochroniarzami i weszliśmy do dużego, przestronnego holu, w którego podłodze śmiało można by się przeglądać. W windzie nacisnęliśmy 5 i już po chwili znaleźliśmy się na wyznaczonym piętrze. Liam prowadził mnie labiryntem niekończących się korytarzy i pokoi, aż w końcu ustał przed masywnymi, drewnianymi drzwiami. Zastukał w nie trzy razy, po czym szybko wbiegł do pokoju, który okazał się dużą, przestronną salą, z dwóch stron otoczoną lustrami, a główną ścianę tworzyło wielkie okno, z widokiem na co najmniej połowę miasta. Pomieszczenie było puste, oprócz nas dwóch nie było tam nikogo. Przerwałam lustrowanie wnętrza i przeniosłam wzrok na Liama, który ustał na środku sali i cwaniacko się uśmiechał. Po chwili z głośników rozstawionych w rogach, popłynęły pierwsze dźwięki „I Would”. Liam zaczął śpiewać swoją zwrotkę, a w miarę jak piosenka leciała do przodu i przychodził czas na partie reszty zespołu, chłopcy po kolei wyskakiwali to zza luster, to zza zasłon, albo zza drzwi, których wcześniej nie zauważyłam… Podczas, gdy oni eksponowali swoje wdzięki i głosy, ja zwijałam się ze śmiechu, leżąc na kanapie . Kiedy skończyli ukłonami, podeszłam do nich, i opierając się łokciem o ramię Louisa, podsumowałam :
- Jesteście zdrowo stuknięci.
- Niech zgadnę… I pewnie za to Nas kochasz ? - spytał Niall, nadstawiając policzek, w który go pocałowałam, tak jak oczekiwał.
- Dokładnie. A teraz kto mi powie co to było ?
- Przedsmak Twojego dzisiejszego wieczoru – skwitował Zayn. Nadal nie rozumiejąc o co właściwie im chodzi, spojrzałam na niego z miną „ What The Fuck ?! ” - Tak się głupio złożyło, że wieczorem mamy występ, więc zamiast rytuału przywitania, będziesz honorowym gościem na koncercie. A to coś przed chwilą, to było zaproszenie w stylu One Direction.
- To trzeba było tak od razu…
- Tylko, że tan koncert jest w Nowym Jorku – dodał po chwili Zayn. A ten fakt trochę zmieniał postać rzeczy. Kilka razy byłam na ich koncertach, ale zazwyczaj odbywały się one w Londynie, albo Wolverhampton, ale nie z Nowym Jorku. To było dla mnie coś nowego. Chciałabym polecieć, ale … No właśnie „ ale ”. Jutro rano mam kontrolę u mojego nowego lekarza, który po przeprowadzce przejął funkcję lekarza prowadzącego. Nie mogłam jej przełożyć, a już na pewno nie mogłam zrezygnować. I po raz kolejny będę musiała kłamać, co mi się raczej średnio podoba. Chciałabym im powiedzieć prawdę, wygadać się, ale nie mogę… Boję się, że zaczną mnie inaczej traktować, a tego bym nie chciała. To, że jestem chora, nie znaczy, że jestem inną Vanessą niż byłam do tej pory. Ten strach przymusza mnie do kłamania w żywe oczy swoim najlepszym przyjaciołom.
Co za ironia.
- Nie mogę – powiedziałam, spuszczając głowę.
Wolnym krokiem podeszłam do kanapy, usiadłam się na niej i czując całkowitą bezsilność, schowałam twarz w dłoniach .
- Ej, co jest ? - spytał Hazza, dosiadając się do mnie. Poczułam jak przyciąga mnie do siebie i już po chwili zatopiłam twarz w jego mięciutkim, pachnącym tak jak on swetrze. Jakieś piętnaście minut siedziałam, chowając się przed ich wyczekującymi odpowiedzi spojrzeniami, aż w końcu powoli podniosłam głowę. Wszyscy zebrali się wokół Nas – Louis i Niall siedzieli ściśnięci na kanapie, Liam kucał na podłodze, a Zayn stał oparty o ścianę.
- To co ? Powiesz o co chodzi ? - ponowił próbę Harry.
- Po prostu nie jadę. Nic więcej nie mogę Wam powiedzieć, przepraszam – powiedziałam i poczułam nagłą chęć opuszczenia tego pomieszczenia, które stawało się coraz ciaśniejsze i duszniejsze – Muszę lecieć. Zadzwońcie jak dolecicie, pa.
Szybko opuściłam budynek i zaciągnęłam się świeżym powietrzem. Z braku lepszego pomysłu, postanowiłam udać się do domu, gdzie wciąż czekały na mnie nierozpakowane walizki.


~*~

Na razie wyniki są dobre, jednak to nie zwalnia Pani od obowiązku przestrzegania diety i zażywania przepisanych leków – powiedział doktor, u którego stawiłam się następnego ranka. Ucieszyła mnie wiadomość przekazana przez nowego lekarza, który okazał się sympatycznym, uśmiechniętym starszym panem… Podziękowałam mu i wstałam z niewygodnego krzesła w jego gabinecie. Żegnając się, przypomniał mi o konieczności kontrolowania ilości cukru, co automatycznie robiłam przez ostatnie dziesięć lat, więc nie było możliwości, żebym o tym zapomniała, i umówił mnie na następną wizytę. Względnie zadowolona wyszłam z kliniki i udałam się do centrum handlowego, kupić sobie coś na poprawę humoru, który od wczoraj niewiele się zmienił. Sytuację dodatkowo pogorszył telefon Liama, który zadzwonił tak jak prosiłam, ale niepotrzebnie wrócił do tematu. Świadomość, że znowu go okłamałam nie wpływała pozytywnie… Chcąc zagłuszyć wewnętrzne poczucie winy, postanowiłam kupić buty, jak każda prawdziwa kobieta, chcąca poprawić sobie humor. I muszę przyznać, że pomogło – wychodząc ze sklepu z trzema kartonami z obuwiem, poczułam się nieco lepiej. W drodze do wyjścia zatrzymałam się jeszcze w McDonaldzie po mojego ulubionego McFlurry'ego, którego teoretycznie nie powinnam jeść, a co praktycznie miałam w dupie, pomimo ostrzeżeń, które wciąż dźwięczały mi w uszach. Z humorem o wiele lepszym, wsiadłam do taksówki i podałam adres mieszkania. Jakie to dziwne, że kilka par butów może się okazać lekiem na całe zło tego świata…

~*~

Ciężko sapiąc, dotarłam na czwarte piętro starej kamienicy, w której mieściło się mieszkanie mojej kuzynki, a teraz także i moje. Zdziwiłam się , kiedy zauważyłam, że drzwi nie są zakluczone. Zostawiając zakupy w korytarzu, poszłam do kuchni, skąd docierały radiowe głosy.
- Buu! - krzyknęłam, stając tuż za kuzynką, która zmywała naczynia, wyginając się w rytm muzyki.
- Matko! Chcesz, żebym zawału dostała ?! - spytała, gwałtownie odskakując od zlewu i waląc we mnie ręcznikiem kuchennym, który był przewieszony na jej ramieniu. Oczywiście nie obyło się bez pytań o wizytę u lekarza, która nie była zbyt emocjonująca, więc nie było czego opowiadać – A właśnie!
- Zapomniałabym… Masz pożyczyć jakąś fajną sukienkę ?
- Może mam, może nie mam… Zależy po co.
- Scott zabiera mnie dziś na kolację i potrzebuję czegoś… No wiesz - przytaknęłam ze zrozumieniem i pociągnęłam ją do mojego pokoju. Po kolei wyrzucałam z szafy sukienki, które nadawałyby się na tą okazję.
- Czy Ty nie masz co robić z pieniędzmi ? - spytała Olivia, przymierzając kreację.
- Skoro tata funduje , to czemu mam nie korzystać ? Obróć się – powiedziałam, przyglądając się smukłej blondynce ubranej w miętową, koronkową sukienkę przed kolano – Ta jest idealna.
- Tak myślisz ? - spytała, przeglądając się w lustrze.
- Ja to wiem. Teraz tylko jeszcze buty – powiedziałam, otwierając drugą szafę, na której półkach stały długie rzędy szpilek, obcasów, trampek, adidasów, baletek, botków… Dobrałyśmy odpowiednie buty, a potem ją pomalowałam, uczesałam i na kopniakach wygoniłam z domu, wprost w objęcia ukochanego. I znowu zostałam sama… Ciepły piątkowy wieczór, wszyscy wychodzą się zabawić, a ja zapuszczam korzenie na kanapie, przed telewizorem. Moje życie jest po prostu wspaniałe…
Nagle coś wyrwało mnie ze stanu zawieszenia.
Dzwonek do drzwi. 
Niechętnie podniosłam się z kanapy, przeczesałam palcami grzywkę, co zapewne nic nie dało, bo tak czy inaczej wyglądałam jak siedem nieszczęść. Powolnym ruchem otworzyłam drzwi, za którymi zobaczyłam Liama, trzymającego wielki, biały karton z nadrukowanym logiem naszej ulubionej pizzeri.
- Zamawiałaś pizzę z dostawą do domu ? - spytał po chwili niepewności, uśmiechając się. Od razu pojęłam, że tak chce odkupić swoje winy, o których i tak już zapomniałam.
- Nie – odpowiedziałam, zatrzaskując mu drzwi przed nosem. Chociaż trochę rozrywki… Odczekałam kilka sekund, po czym ponownie otworzyłam, uśmiechając się do chłopaka, który był tak zszokowany, że nie był w stanie ruszyć się z miejsca – Żartowałam, wchodź.
Nadal był jakiś taki nieruchawy, więc złapałam go za rękaw bluzki i wciągnęłam do mieszkania. Usiedliśmy w salonie, na stercie koców i poduszek, które zniosłam do pokoju. Przez chwilę poczułam się jak dawniej: tylko ja, on, pizza hawajska i zarwane noce, spędzone na rozmowach o niczym i śmianiu się do łez…
- Tęskniłam za tym – powiedziałam, wtulając się w niego.
- Ja też… Chciałbym mieć więcej czasu na takie nicnierobienie – powiedział, całując mnie w czubek głowy.
- Rozpędziłeś się kolego. To nie jest „nicnierobienie”, tylko zacieśnianie więzi, integracja, rozumiesz ?
- Oj przepraszam. Źle się wyraziłem… Ale może w ramach tej integracji, pomogłabyś mi zorganizować imprezę urodzinową dla Danielle ? Spędzilibyśmy razem trochę czasu… Wchodzisz w to ?

__________________________________________
Miałam trochę czasu i udało mi się napisać trochę więcej niż się spodziewałam, więc postanowiłam połączyć dwa rozdziały w jeden, żeby szybciej przejść do "kluczowych" wątków. Mam nadzieję, że się podobają... 

Do napisania ♥

PS : Dziękuję za komentarze, zwłaszcza te z konstruktywną krytyką. Postaram się ją zastosować ♥

I cudny uśmiech Liama. Tak na miłe zakończenie weekend'u.



14 komentarzy:

  1. Kocham kocham !!!! Genialny ! Emocjonalny :)
    Muzykomaniaczka -sory ze z anonima

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział mam nadzieję że będzie tak świetnie napisane do końca. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Brak mi słów! "Super" nie pasuje, "świetne" nie pasuje... Genialne! A uśmiech Liama jak zwykle taki, że ło Jezu :3
    Czekam na kolejny rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
  4. http://siegajac-nieba.blogspot.com - zapraszam na rozdział piąty. PS. Później wrócę z komentarzem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Liam kompletnie nie widzi, że jego przyjaciółka jest w nim totalnie zakochana... Trochę mnie to irytuje, ale w sumie Vann dość twardo się powstrzymuje przed okazywaniem mu cieplejszych uczuć. Troska Payne'a o dziewczynę naprawdę mnie rozczula. Oni naprawdę dobrze się czują w swoim towarzystwie ;) Wszystko byłoby piękne, gdyby nie ta choroba, która uniemożliwiła bohaterce wyjazd do Nowego Jorku. Ciekawe, czy zgodzi się przygotować imprezę dla Danielle? To na pewno nie będzie łatwe ;)
    Czekam na ciąg dalszy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni się zgadzam. Liam jest kompletnie zaślepiony (pewnie jej urokiem osobistym), że nic nie zauważa... Ale widać, że jest kimś więcej...

      Cóż, czekam na 4, albo może 4&5 ? ^^

      Usuń
  6. Chyba się uzależniam...

    Uwielbiam Ciebie, tego bloga i Liama <3

    OdpowiedzUsuń
  7. 2&3 powiadasz? Sprężaj się z ciągiem dalszym, bo jestem ciekawa nieznanych mi wątków... : * Wszystkie przymiotniki, które mogłabym tu teraz napisać są zbędne. Cieszę się, cieszę się, cieszę się, tak <3 Liam, Liam, Liam. Co On robi z tymi dziewczynami, to ja nie wiem..^^ //Pani Styles

    OdpowiedzUsuń
  8. Oo nieźle się zapowiada :D No i natrafiłam an Liasia , którego wielbię ♥ Tak więc czekam na następny rozdział i dodaje się do obserwatorów :D Jeżeli chcesz to mozesz też zajrzeć na moje blogi które prowadzę z koleżanką :) Tu masz linki ( będę wdzięczna :D ) -----> http://imaginy-one-direction-polska.blogspot.com/ , http://onedirection-bella-liamkowa.blogspot.com/

    Serdecznie pozdrawiam


    Liamkowa♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozbawiło mnie to jak ją podniósł.
    Haha ♥
    Mam nadzieję, że ta ich przyjaźń zamieni się z coś innego, pięknego na słowo "M" <3 ♥
    .xx ;**

    ZAPRASZAM NA NOWY - (20 ROZDZIAŁ)
    liczę na szczerą opinię ;**

    http://love-is-the-most-important.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  10. Omomooomoomo! ;D Kurczę, jesteś świetna i myślę, że nawet lepsza ode mnie :o To trochę boli, no ale cóż, takie są realia i nic z tym nie mogę zrobić. ;( Jak dla mnie nic nie musisz zmieniać, jesteś po prostu genialna. Czekam na następny! ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. "Tak bardzo ją kochałem. Jednak kiedy zobaczyłem ciebie to moje zdanie się zmieniło" - http://young-crazy-dreams.blogspot.com/ Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń